Prof. Piotr Lorens: W Polsce przesadziliśmy z betonozą. Ale zieleń w mieście musi być sensownie zaplanowana

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Nowo wybudowany odcinek ulicy Rajskiej. Wg prof. Lorensa budowa musiała spełniać wymogi prawa, m.in. dotyczące nasadzeń. - Nic nie stoi na przeszkodzie, by zieleń w tym miejscu uzupełnić - mówi Architekt Miasta.
Nowo wybudowany odcinek ulicy Rajskiej. Wg prof. Lorensa budowa musiała spełniać wymogi prawa, m.in. dotyczące nasadzeń. - Nic nie stoi na przeszkodzie, by zieleń w tym miejscu uzupełnić - mówi Architekt Miasta. Piotr Hukało
Zieleń, zwłaszcza drzewa, powinniśmy sadzić, gdzie tylko jest to możliwe. Nawet kameralne działania, mogą nam zbudować „masę krytyczną” zielonej infrastruktury w mieście. Natomiast muszą być to działania dobrze zaplanowane, zarówno pod względem środowiskowym jak i kompozycyjnym - mówi prof. Piotr Lorens, Architekt Miasta Gdańska.

Zna pan zapewne pojęcie betonozy…
Oczywiście, to sformułowanie robi ostatnio wielką karierę.

Słusznie?

Jest niewątpliwie sporo racji w określeniu w taki sposób ogromnej przesady w „odzielenianiu” terenów w miastach i miasteczkach. Nie da się ukryć, że w Polsce popadliśmy w taką przypadłość w ostatnich latach. Dosłownie pozbywaliśmy się zieleni skąd tylko było można, a szczególnie dotyczy to tzw. sanacji lub rewitalizacji rynków w mniejszych, polskich miasteczkach, gdzie centralne przestrzenie, rynki, ulice, deptaki przez lata funkcjonujące jako np. tereny parkowe, zostały zamienione na kamienne, brukowane, wybetonowane place. Często na siłę. Z drugiej strony pamiętajmy, że roślinność w centrach miast przez lata przyrastała w niekontrolowany sposób. Można więc zrozumieć dążenie samorządowych władz do nadawania takim centralnym przestrzeniom miast i miasteczek charakteru reprezentacyjnego. Ale w tym pędzie utracono świadomość, że zieleń pełni ważną funkcję w środowisku miejskim. Niemniej zaczynam teraz dostrzegać, po słusznym stwierdzeniu, że wycinanie całej zieleni jest nierozsądne, przesadę w drugą stronę. Każdemu projektowi urządzenia na nowo ulicy czy placu mówimy: „nie”. A w mieście powinniśmy znaleźć miejsce i na zieleń i przestrzeń mającą charakter reprezentacyjny, w którym można zorganizować koncert, spotkanie czy choćby jarmark świąteczny. Trudno robić jarmark na trawniku…

Mówił pan o ważnej roli zieleni w mieście. Co stracimy, jeśli wytniemy wieloletnie drzewa z rynku miejskiego, usuniemy krzewy i trawniki?
Zaburzymy miejskie środowisko. Drzewa, krzewy zapewniają cień, schronienie przed słońcem, przestrzenie zielone są siedliskiem zwierząt, ptaków itd. To cała lista korzyści – tzw. usług ekosystemowych – świadczonych przez te elementy „zielonej infrastruktury”. Pamiętać tez musimy o kontekście zmian klimatu, konieczności coraz częstszego radzenia sobie ze skutkami deszczy nawalnych czy uchronienia mieszkańców przed rosnącymi temperaturami. Problemy te mogą być mitygowane, w mniejszym lub większym zakresie, właśnie przez obecność zieleni w miastach, szczególnie tzw. drzew dojrzałych. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, jest to naukowo udowodnione. Niekorzystnych zjawisk pogodowych jest zresztą coraz więcej, zwłaszcza latem, i nawet obecnie mamy tego przykłady. W ich obliczu zaczynamy ponownie dostrzegać zalety obecności zieleni w miastach, zaczynamy sobie zdawać sprawę, że jej rola powinna rosnąć i powinniśmy w większym stopniu uwzględniać ten fakt w kształtowaniu przestrzeni publicznych. Co ciekawe, ten trend nie jest niczym nowym. Na początku XX w. projektując jakąkolwiek ulicę czy plac sadzono zielone aleje. Funkcjonowały także organizacje sadzące i pielęgnujące zieleń, takie jak: Towarzystwo Upiększania Miasta, Towarzystwo Budowy Ogrodów. Przedwojenne zdjęcia Gdańska czy wielu innych miast, na których uwieczniono te nasadzenia, są tego znakomitym dowodem. Wracamy więc do sprawdzonych przed laty wzorców.

To kwestia trendu w urbanistyce wymuszonego przez klimat i postawę społeczną? Przestały nam się podobać wybetonowane w czasie rewitalizacji rynki miejskie?
Zieleń w miastach zaczęła znikać w latach 60 XX wieku, bo potrzeba była przestrzeń dla coraz większej liczby samochodów. Konieczne stało się poszerzanie jezdni, budowa parkingów. A dziś zaczynamy się zastanawiać, czy samochód musi być wszędzie obecny, czy miejsc parkingowych musi być tak dużo. Jeśli uznamy, że niekoniecznie, to będziemy mieli pole do kształtowania zieleni, która będzie zapewniała większy komfort funkcjonowania mieszkańców w przestrzeniach miejskich. Do tego będzie, tak jak np. ogrody deszczowe, parki kieszonkowe czy łąki kwietne, zagospodarowywała wodę po ulewnych deszczach.

Nie ma pan wrażenia, że projekty rewitalizacyjne w polskich miastach, które dziś są przykładami betonozy, są przygotowane wg „dyżurnego” wzorca i specyficznego podejścia do estetyki?
Muszę się, z żalem, zgodzić. Rzeczywiście, bardzo często w tych „rewitalizowanych” rynkach małych miast widać jeden wzorzec i założenie: budujemy przestrzeń wielofunkcyjną, dobieramy bruk, kamień, betonowe płyty, do tego stylizowane latarnie i czasem donice. Miało to być… eleganckie. W urbanistyce natomiast mamy zasadę dopasowania przestrzeni miejskich do charakterystyki danego miasta, dzielnicy. Oczywiście, inne będzie dopasowanie Długiego Targu w Gdańsku, a inne choćby rynku w Kościerzynie, z racji tego, jak one były kształtowany, jakie funkcje pełniły na przestrzeni dziejów. Elementy historycznej tożsamości takiego miejsca, m.in. zieleń, powinny być w projektowaniu inwestycji brane pod uwagę. Na podstawie oglądu wielu „zrewitalizowanych” przestrzeni w polskich miastach i miasteczkach stwierdzam, że nie były.

Niedawno ekolodzy zmierzyli temperaturę na nowej części ulicy Rajskiej w Gdańsku w upalny letni dzień. Było blisko 50 st. C.
Wcale się nie dziwię tym parametrom. To jest czysta fizyka - kamień, beton w słońcu się nagrzewają. Zgodzę się, że nie jest to komfortowa sytuacja a nadmierny, intensywny wpływ promieni słonecznych na ludzi i środowisko miejskie nie jest korzystny. Natomiast najważniejsze jest to, jak do tego problemu podejdziemy. Z uwagi na przepisy nie dało się tego fragmentu Rajskiej inaczej zaprojektować. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, by teraz zastanowić się nad uzupełnieniem nasadzeń, także i po drugiej stronie ulicy, przy dawnych delikatesach. Miejmy jednak świadomość, że miałoby to konsekwencję w postaci zmniejszenia liczby miejsc parkingowych. Mieszkańcy tej okolicy nie byliby zapewne zadowoleni z takiego rozwiązania i czekałaby nas w tej kwestii ożywiona dyskusja. Dodam, że sam jestem zwolennikiem powiększania zielonej infrastruktury kosztem miejsc postojowych dla aut. Eliminowanie nadmiaru samochodów osobowych ze ścisłego centrum jest słuszną polityką, ale nie chciałbym z drugiej strony utrudn

Dopłaty do cen energii

Wideo

Materiał oryginalny: Prof. Piotr Lorens: W Polsce przesadziliśmy z betonozą. Ale zieleń w mieście musi być sensownie zaplanowana - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie